Jacek Zieliński - trener z ambicjami

Jacek Zieliński do Korony przyszedł tuż przed rozpoczęciem okresu przygotowawczego. Nowy trener musiał błyskawicznie poznać drużynę Korony i uzupełnić ubytki kadrowe. Efektem były transfery Piotra Świerczewskiego i Celebana, gdyż przyjście Ediego miało miejsce przed rozpoczęciem pracy "Zielka" w Kielcach. Jacek Zieliński zgodził się na udzielenie serwisowi KoronaKielce.net dłuższego wywiadu. Trener opowiada w nim o Koronie jako zespole, o celach naszej drużyny na przyszły sezon oraz o wielu innych ciekawych sprawach. Serdecznie zapraszamy do przeczytania wywiadu!


- Matt i Siejo: Był pan znakomitym piłkarzem, wielokrotnym reprezentantem Polski. Po zakończeniu kariery sportowej został pan trenerem. Jak to się stało?


Jacek Zieliński: Cały czas myślałem o tym, żeby zostać trenerem, to nie stało się z dnia na dzień. Fakt - moje plany zaczęły się realizować dużo wcześniej, niż myślałem. Jeszcze gdy byłem zawodnikiem Legii dostałem propozycję prowadzenia tego klubu. Działo się to po mojej operacji ścięgna Achillesa, pertraktacje z trenerami z tzw. nazwiskiem nie powiodły się i w związku z tym właściciel klubu zaproponował mi, żebym to ja przejął drużynę na ławce trenerskiej. Powiem, że nie bez obaw podejmowałem się temu wyzwaniu, jednak i właściciele, i moi znajomi przekonali mnie, żebym w tym trudnym momencie dla Legii pomógł jej. Tak się to zaczęło...


- Trenował pan Legię w trudnym momencie i w trudnym momencie przyszedł też pan do Korony. Nieudana końcówka sezonu, zmiany w klubie i lista transferowa przygotowana przez pańskich poprzedników - czy to nie utrudniło przygotowań do sezonu i przede wszystkim ruchów transferowych?


Jacek Zieliński: Nikt nie mówił, że ma być ładnie i łatwo. Jeśli dochodzi do zmiany trenera to z reguły sytuacja zawsze jest trudna. To normalna sytuacja, a to, że zostały tutaj poczynione pewne ruchy przed moim przyjściem to nic dziwnego, ponieważ ja zacząłem swoją pracę w Koronie dopiero na 3 dni przed rozpoczęciem okresu przygotowawczego. Także wcześniej została zrobiona analiza całego sezonu i analiza pod kątem potrzeb personalnych. Ja miałem w sumie wolną rękę. Wcześniej załatwiony był już transfer Ediego, natomiast w przypadku Piotrka Świerczewskiego - mogłem z niego zrezygnować. To nie był przymus, ale uważałem, że Korona potrzebuje takiego zawodnika. Po tym jak obserwowałem ten zespół z zewnątrz i jakie dostałem wnioski z analizy sezonu pomyślałem, że to będzie dobry ruch. Utrudnienie było takie, że już większość klubów dopinała kadry i trudno jest w takiej sytuacji o kolejne wzmocnienia. Po prostu kandydatów pozostało niewielu na polskim rynku, a rozglądanie się za piłkarzami zagranicznymi, w momencie kiedy rozpoczynałem przygotowania, to manewr troszeczkę ryzykowny. Tych sparingów naprawdę jest niewiele, ja dopiero zaczynałem pracować z tym zespołem, poznawać piłkarzy i "tracenie" meczów sparingowych na testowanie zawodników jest rozwiązaniem naprawdę bardzo karkołomnym. Pozostaliśmy w kadrze praktycznie niezmienionej - doszedł jedynie Andradina, Świerczewski, Celeban, a Wilk i Drzymont wrócili z wypożyczeń. Teraz odbędzie się test tego nowego zespołu po tych dosyć niedużych zmianach. Zobaczymy jak się sprawdzą nowi zawodnicy i jak będą się przy nich prezentować piłkarze, którzy już wcześniej grali w Koronie. Będziemy mieli więcej czasu na obserwacje i szukanie futbolistów na pozycje, które wymagają wzmocnień.


- Czyli można rozumieć, że na pozycję środkowego obrońcy zostanie ktoś sprowadzony dopiero w przyszłym okienku transferowym?


Jacek Zieliński: Wcale nie jest powiedziane, że będziemy szukali środkowego obrońcy. Jeśli Hernani, Drzymont, Rutka czy Kuś, który też może na tej pozycji występować, się sprawdzą i pokażą z dobrej strony to może będziemy mieli potrzeby na jakichś innych pozycjach. Zobaczymy - musimy im dać szansę. Rutka i Drzymont to są piłkarze już doświadczeni w lidze, a Hernaniego nie trzeba rekomendować. Marcin Kuś ma świetne warunki fizyczne na pozycję środkowego obrońcy i też spore doświadczenie. Dajmy im szansę i nie szukajmy na siłę. Rozumiem niecierpliwość, bo w poprzednim sezonie sporo bramek Korona traciła, ale jak analizuję mecze w poprzedniej rundzie, nie jest to główną winą stoperów. Przyczyn jest o wiele więcej.


- W zimowym okienku transferowym możemy się więc spodziewać, że pewne braki personalne zostaną uzupełnione, gdyż będzie pan już dłużej w klubie i będzie pan wiedział jakie pozycje potrzebują wzmocnień?


Jacek Zieliński: Myślę, że sytuacja będzie o wiele bardziej komfortowa niż obecnie. Teraz się opierałem na opinii asystentów i tak jak już mówiłem, na analizie posezonowej i moich spostrzeżeniach z zewnątrz. Wiadomo, że ten zespół i piłkarze nie są anonimowi, ale często to co jest na zewnątrz nie pokrywa się z tym, co widać wewnątrz, gdyż wtedy ma się do czynienia z tymi piłkarzami na co dzień.


- A jaką miał pan tę zewnętrzą ocenę Korony?


Jacek Zieliński: Pozytywną. Korona w ofensywie gra naprawdę efektownie i może te starania do kontynuowania takiej gry były aż nadto widoczne, bo skutowało to tym, że Korona miała problemy z kontratakami, traciła też sporo bramek. Coś za coś. Chce się grać efektownie, chce się grać ofensywnie i widowiskowo, więc jakieś konsekwencje tego trzeba ponosić. My będziemy pracować nad tym, żeby dobrze zabezpieczać te nasze akcje ofensywne. Po prostu chcemy tracić mniej bramek, ale też więcej ich strzelać. Mówi się i pisze o tym, że Korona ma bardzo mocną ofensywę. Te 41 bramek w poprzednim sezonie nie powala na kolana. To dorobek strzelecki na środek tabeli i tak właśnie "Żółto-czerwoni" skończyli. Ja nie mogę obiecać, że w tym sezonie będzie lepiej pod tym względem, ale to nie jest ilość bramek, która zadawala właścicieli i kibiców. My będziemy próbować to zmienić, a jakie tego będą efekty - zobaczymy. Nie można tego ocenić jeszcze przez pryzmat meczu z Bełchatowem. Ja wiem, że kibice na bieżąco oceniają, to jakaś część tego spektaklu. Na stadion nie tylko idzie się obejrzeć mecz. Potem rozwijają się dalsze dyskusje, analizy, myślę, że to czasami jest ważniejsza część, niż samo widowisko sportowe (śmiech).


- Jakie są cele Korony na ten sezon? Skupicie się bardziej na lidze, czy Pucharze Polski?


Jacek Zieliński: Rozumiem, że zmierza pan do tego, iż nie łapie się dwóch srok za ogon... To, że się nie powiodło w poprzednim sezonie, nie oznacza wcale, że musimy się od razu koncentrować na jednym celu. Mamy 21. zawodników z pola. Przed meczem z Bełchatowem musiałem dokonać trudnych wyborów, jeśli chodzi o meczową jedenastkę i osiemnastkę. Niektórzy piłkarze są na pewno zawiedzeni, ale trudno - takie jest życie. Mamy 25 spotkań w tej rundzie biorąc pod uwagę 17 kolejek ligowych i mecze w Pucharze Polski, i Ekstraklasy. Chcemy wszystkie rozgrywki poważnie potraktować, dlatego żeby każdy z tych piłkarzy miał szansę pogrania. Chcę, żeby moja weryfikacja na koniec rundy była bardzo sprawiedliwa i żebym miał solidne podstawy do tej oceny. Jeśli byśmy chcieli grać jakąś żelazną jedenastką, czy trzynastką to oczywiście te trzy cele byłyby trudne do zrealizowania. Tu jest miejsce do tego, żeby wszyscy pograli i żebyśmy się pokazali w tych wszystkich rozgrywkach z dobrej strony.


- Może nam pan zdradzić kto jest najbliżej pierwszego składu Korony?


Jacek Zieliński: Niech to będzie niespodzianką dla GKS-u Bełchatów (śmiech). Potrzebne jest trochę tajemnicy. Przeciwnik powinien myśleć, w jakim ustawieniu zagramy, bo ono też dużo mówi, w jaki sposób będziemy chcieli grać. Brałem także pod uwagę predyspozycje zawodników na ten mecz.


- Ma pan chociaż jeszcze jakieś dylematy co do wyjściowego składu na mecz z GKS-em?


Jacek Zieliński: Powiem szczerze, że mam jeszcze dwa dylematy. Jestem już bliski decyzji co do personaliów, natomiast jeszcze troszeczkę coś mnie tam męczy. Czy aby na pewno podejmuję dobrą decyzję? Zadaję sobie kolejne pytania i mam kolejne odpowiedzi. Na jednej pozycji już się wydawało, że znalazłem odpowiedź na moje wątpliwości, ale jeszcze rozważałem na temat przeciwnika, zadałem sobie kilka pytań i zmieniłem decyzję. To nie jest tak, że ustala się skład i człowiek jest w 100% pewien, że to ta jedenastka, która powinna wyjść. Zawsze gdzieś jakieś wątpliwości pozostają, bo pytań zawsze jest dużo. Jeśli się o tym myśli, bo oczywiście można do tego podejść w bardzo prosty sposób - "pach pach" i nie myśleć o tym, zamknąć sprawę. To jednak nie jest dobre rozwiązanie.


- W meczach sparingowych narzekał pan na brak skuteczności oraz indywidualne błędy w defensywie, po których tracimy bramki. Czy te mankamenty uda się wyeliminować?


Jacek Zieliński: Błędów nigdy nie uda się wyeliminować, natomiast chodzi o to, żeby było ich jak najmniej. One nie zdarzały się często jeśli chodzi o obrońców, jak już były to wielbłądy i to martwiło. Liczę, że w lidze będzie większa koncentracja, niż w meczach sparingowych, bo mamy mocnych przeciwników w pierwszych trzech meczach. Te błędy, które nam się przytrafiały kładę na karb mniejszej koncentracji w sparingach i zmęczenia psychofizycznego, bo w po takich zgrupowaniach, w których dużo się pracuje, z reakcją piłkarzy bywa gorzej i czasami takie rzeczy. Każdy mecz chcemy wygrać, ale jednak te różnice muszą być, bo trudno się zmobilizować na 80 spotkań w roku biorąc tez pod uwagę gry towarzyskie.


- Wiadomo, że niektórzy z zawodników nie znajdą miejsca w podstawowym składzie. Będzie im pan dawał szanse w mniej ważnych meczach, np. w Pucharze Ekstraklasy?


Jacek Zieliński: Chciałem zaznaczyć, że ta meczowa osiemnastka i podstawowa jedenastka, która wyjdzie jutro na boisko, nie jest żadnym żelaznym zestawieniem. Tutaj będą jeszcze spore rotacje. Zawodnicy dopiero pokażą na co ich stać w tych meczach ligowych, bo w okresie przygotowawczym, w trakcie tych 6. gier towarzyskich to wygląda różnie. Różnie też zawodnicy reagują na bodźce treningowe. U jednego przychodzi kryzys wcześniej a u drugiego później. Różnie jest z koncentracją na tych spotkaniach i czasem wychodzi tak, że są dwaj zawodnicy na danej pozycji - jeden zagra znakomity mecz, drugi natomiast fatalny, a kolejne spotkanie odwrotnie i pytań jest dalej mnóstwo na kogo postawić. To wszystko wychodzi w sezonie, w meczach o stawkę, bo to są najważniejsze spotkania i wtedy zawodnicy pokazują na kogo tak naprawdę można liczyć a który jest tylko takim treningowym, czy sparingowym zawodnikiem, bo tak też bywa.


- Co pan sądzi o Młodej Ekstraklasie? To dobra idea?


Jacek Zieliński:Na pewno tak. Na początku miałem trochę obaw, bo nie wiedziałem jak kluby potraktują tę Młodą Ekstraklasę i jak przede wszystkim mocne zespoły będą się przykładać do budowy takich drużyn. Okazało się, że zwłaszcza wiele tych czołowych klubów myśli o tym, by te zespoły były naprawdę silne i żeby ci zawodnicy, którzy będą grali, zmniejszyli ten dystans do piłkarzy z pierwszej ligi. Trzeba wyeliminować taki gwałtowny przeskok i myślę, że wszystko zmierza w tym kierunku. Rocznik 86 to są już 21-letni piłkarze, także ten zawodnik, który się będzie wyróżniał w ME, może być już gotowym do gry w Orange Ekstraklasie. Chociażby dlatego wartą te rozgrywki realizować.


- Jak się Panu współpracuje z trenerami Bilskim, Kaliszanem i Krzyształowiczem?


Jacek Zieliński: "Kali" i "Bilu" pracowali już tutaj, także ja byłem, chociaż miałem wolną rękę w doborze współpracowników, za tym, by Ci trenerzy zostali, ponieważ czasu do ligi było nie wiele, bo pięć tygodni, kiedy tu przychodziłem i myślę, że byłoby głupie z mojej strony gdybym nie skorzystał z ich pomocy. Dzięki nim naprawdę poznawanie drużyny, zawodników, klimatu w szatni przebiegało o wiele szybciej. Było na to mało czasu, a czas naglił, bo pięć tygodni na przygotowania, a oczekiwania są wysokie. Dlatego byłem za tym, żeby oni tutaj zostali i pracowali ze mną. Oczywiście jeśli się zgodzą – zgodzili się. Andrzeja Krzyształowicza sprowadziłem już sam, bo potrzebowaliśmy trenera bramkarzy, gdyż Piotr Wojdyga odszedł. Próbowaliśmy pozyskać Andrzeja Dawidziuka, ale sprawy się nie powiodły. Zaproponowałem więc współpracę Andrzejowi Krzyształowiczowi, a on już sobie ustalił warunki z prezesami. W takim właśnie sztabie pracujemy, ale należy jeszcze wspomnieć o Andrzeju Szołowskim, który też tutaj od lat pracuje i też sobie nie wyobrażam, żebym przyszedł tutaj z jakimś nowym trenerem przygotowania fizycznego. Jest niezwykle ważne żeby zachować ciągłość pracy, żeby nie przewracać wszystkiego do góry nogami, bo to może przynieść wiele szkód, a nie korzyści.


-Na treningach wykonuje pan i Arek Bilski większość ćwiczeń razem z podopiecznymi. Chyba nadal brakuje tego kontaktu z piłką?


Jacek Zieliński: Chyba będzie zawsze brakować. Powtarzam to piłkarzom, tak jak mnie wcześniej trenerzy czy Janas, czy Engel, czy inni powtarzali, żeby tak się nie śpieszyć do zakończenia kariery, bo już grałem w takim podeszłym jak na piłkarza wieku, ale jeszcze sobie dobrze radziłem, żeby przeciągać ten okres gry, bo to jest najlepsza część w życiu piłkarza. Potem jest tylko gorzej gorzej, bo trenerka to dużo pracy, dużo stresu, a efekty nie są uzależnione tylko od pracy trenera, lecz od wielu innych osób i przede wszystkim piłkarzy. Jako piłkarz prosta sprawa była: trzeba było wyjść na boisko i dać z siebie wszystko, żeby wygrać. Jeśli się nie wygrywało, a naprawdę takie poczucie było, że zrobiło się wszystko to można było się szybko rozgrzeszyć i następny mecz i tak dalej (śmiech). Natomiast tutaj zostaje wszystko dalej w trenerze, bo nawet jak nie wyjdzie i popracuję nad wszystkim mocno i wszystko jest głęboko przemyślane, a mecz nie wyjdzie to zawsze gdzieś są myśli, że to można było zrobić lepiej, a to w innym terminie, może za dużo, może za mało, a może wybór personalny tutaj jakiś konkretny nie był. Zawsze jakieś wątpliwości zostają, chociaż nie powinny. Ale jeśli jest pełne zaangażowanie tak jak zawodnik robi coś z pełnym zaangażowaniem to się można szybko rozgrzeszyć.


-Rozpoczyna się nowy sezon. Jaki on będzie?


Jacek Zieliński: Myślę, że o Mistrzostwo Polski będą grać Lubin i Bełchatów , tak jak wszyscy wymieniają te zespoły są nadal kandydatami, bo nie osłabiły się, a wręcz się wzmacniają. Nie wiem jak wyglądają aspiracje Wisły i Legii. Wisła się wzmocniła, z Legii odchodzili zawodnicy i przychodzili, zobaczymy czy są to wzmocnienia czy osłabienia – wszystko wyjdzie w praniu. Oczekiwania są takie, że te zespoły będą walczyły o Mistrzostwo Polski. Więc to jest ta czwórka, ale myślę, że są zespoły, które będą chciały być czarnymi końmi tych rozgrywek. Tak jak Korona, bo faworytami nie jesteśmy, ale musimy myśleć, żeby walczyć o zwycięstwa w każdym meczu przede wszystkim. Czas pokaże jakie wyniki osiągniemy.


- Jeszcze w barwach Legii gościł Pan na nowym stadionie Korony. Co sądzi Pan o kieleckich kibicach?


Jacek Zieliński: Gdy z Legią jeździliśmy na spotkania to w wielu wypadkach był komplet publiczności na ogół i tutaj w Kielcach było naprawdę gorąco. Atmosfera była taka, jaką piłkarze uwielbiają. Był bardzo dobry, głośny doping. Pamiętam ze swoich doświadczeń piłkarskich uwielbiałem grać przy dużej publiczności, przy takim tumulcie ogromnym, bo potrafiłem czerpać energię z tej atmosfery, takich trybun i to mi dawało taki „power”. Bywali zawodnicy, którzy reagowali odwrotnie, ale to były wyjątki. Większość czerpie z takiej atmosfery jaka tutaj jest w Kielcach, także myślę, że kibice będą tworzyć taką atmosferę nie tylko w meczach, które będziemy wygrywać, ale w tych spotkaniach, kiedy będziemy mieli trudności, bo wtedy doping jest jeszcze ważniejszy niż w przypływie euforii, ale właśnie wtedy kiedy są schody, kiedy piłkarzom trzeba dodać otuchy.


- Jak Koronie nie szło to niektórzy kibice zaczęli się od niej nieco odwracać, nie przychodzili na stadion (oczywiście nie mówimy o tych najbardziej zagorzalszych z młyna). Sam trener Lenczyk kiedyś apelował do kibiców, aby wspierali swą drużynę także i w trudnych okresach. Czy Jacek Zieliński będzie czynić podobnie?


Jacek Zieliński: Ja już przez Was apelowałem w ten sposób, a to była taka sugestia (śmiech). Tak jak mówię, to jest apel, ale kibice mają prawo być rozgoryczeni po porażce, i to też nieraz powtarzają sami piłkarze, że nie można się obrażać na kibiców. Sprawa wygląda tak: wielu kibiców chciałoby być na miejscu piłkarzy, bo futbol to jest coś co kochają i kibicują zespołowi, ale z drugiej strony zazdroszczą, bo też chcieliby tutaj grać... Jakby mieli tę szansę, to dawaliby z siebie wszystko i tego samego oczekują od samych piłkarzy. Właśnie takich momentów rezygnacji, odpuszczania, braku zaangażowania kibice nie tolerują, jeśli natomiast piłkarze walczą do samego końca, nie poddają się to jest ok. Kibic ma prawo w takich momentach krytykować, ale mimo wszystko apeluję o wyrozumiałość, właśnie wtedy zawodnicy potrzebują jeszcze większego wsparcia ze strony kibiców. W Koronie do tej pory wszystko układało się bez przeszkód, był awans z trzeciej do drugiej, z drugiej do pierwszej ligi, a tak na dobrą sprawę taki dołek pojawił się dopiero teraz, w połowie drugiego pierwszoligowego pobytu, kiedy to gwoździem do trumny okazała się porażka w finale PP. Trzeba to teraz wszystko ogarnąć, wyciągnąć wnioski i wykorzystać dla dalszego rozwoju.


-Wspomniał Pan o tym nieszczęsnym finale PP, czy to wydarzenie nie będzie już mieć wpływu na dyspozycję zawodników, na to żeby się otworzyli i zagrali tak, jak naprawdę potrafią?


Jacek Zieliński: Jakby tak nas - piłkarzy wszystkie porażki blokowały to znaczyłoby to, że zawodnik nie nadaje się po prostu do tego sportu... Niepowodzenia to jest nieodłączny element futbolu, to się po prostu przydarza, nawet najlepszym zespołom. Dlatego też nie sądzę, aby miało to jakikolwiek wpływ. Walczymy do końca, od pierwszej do ostatniej minuty. 100% zaangażowania fizycznego, ale też intelektualnego, bo te dwie rzeczy są nierozerwalnym elementem do tego, aby piłkarze dalej rozwijali siebie, swój boiskowy charakter.


-Początek rundy będzie dla Pana podopiecznych dość trudny, czego możemy się spodziewać po pierwszych trzech meczach?


Jacek Zieliński: Żebym ja to wiedział (śmiech). To nie zależy tylko od nas, ale również od przeciwników. Czasem zdarza się tak, że z pozoru łatwy mecz okazuje się niezwykle trudnym i odwrotnie – mecz trudne okazują się banalnie łatwymi. To nie zależy tylko od moich piłkarzy i taktyki, ale także od rywali i ich taktyki. Wszystko pokaże konfrontacja. Przyjdzie godzina 20 w sobotę i kolejne minuty będą pokazywać na stać jeden i drugi zespół, jak podeszli do gry, jak taktycznie, jaka dyspozycja fizyczna i wtedy dopiero oceniamy. Także trudno tutaj spekulować, gdybyśmy wszystko mogli przewidzieć to byłoby to nudne. No to będzie tak, tak i tak i tak wygląda mecz. Czasami uda się trafić, ale częściej się mylimy.


- Zdążył się już Pan chyba trochę zaaklimatyzować w Kielcach, w regionie świętokrzyskim, jak Pan ocenia samo miasto, atmosferę w klubie?


Jacek Zieliński: Dopóki się nie gra spotkań atmosfera jest super, będziemy wygrywać - też na pewno będzie super, natomiast żeby się przekonać jaka naprawdę panuje atmosfera, trzeba przeżyć te trudniejsze dla drużyny momenty. Potrzeba czasu, aby to wszystko zweryfikować. Na razie jest rewelacyjnie (śmiech). Co do Kielc, to przyznam się, że jeszcze niewiele zwiedzałem. W czasie tych pięciu tygodni właściwie cały czas byliśmy poza miastem, na zgrupowaniach, a jak już byliśmy tu, to praktycznie jak rano przyszedłem do klubu to wracałem wieczorem. O, przepraszam przeszedłem wczoraj całą ulicę Sienkiewicza w poszukiwaniu krawca (śmiech). Bardzo fajne wrażenia, dużo się dzieje, czuć taką specyficzną energię...


- W imieniu całego serwisu KoronaKielce.net dziękujemy panu za możliwość przeprowadzenia wywiadu. Życzymy jutro zwycięstwa z GKS-em i owocnej pracy w Koronie. Dziękujemy.


Jacek Zieliński: Dziękuję.


Rozmawiali: Mateusz Staszałek i Michał Siejak.


Autor: Siejo   Data: 2008-01-18 18:22:54   Wersja: 1

Wszelkie znaki handlowe i prawa autorskie należą do ich właścicieli.
Czas generowania strony: 0.11658 sekund (zapytań SQL: 17).
Strona istnieje 893 dni, odwiedziło ją 9120510 osób.
Szablon stworzony przez: Sushi.