Polonia Legii w Koronie się nie boi!

Polonista dysponujący dobrymi warunkami fizycznymi, obecnie grający w Koronie Kielce. Ma za sobą występy w zagranicznych klubach i w reprezentacji Polski. Początkowo w Koronie grał najczęściej na środku obrony, a teraz - po odejściu Pawła Golańskiego - jest pewniakiem na prawej stronie defensywy. O kim mowa? Oczywiście o Marcinie Kusiu! Zapraszamy do przeczytania obszernego wywiadu, w którym Marcin opowiada nam o dotychczasowym przebiegu swojej kariery, nadziejach reprezentacyjnych i o tym, jak wyglądają stosunki między Polonistami, którzy przebywają w Koronie, a jedynym "Złocisto-krwistym" Legionistą - trenerem Jackiem Zielińskim.


- Obecnie jesteś zawodnikiem Korony, ale swoją karierę rozpoczynałeś w Polonii Warszawa. Jak wspominasz tamten okres?


Marcin Kuś: Jestem wychowankiem Polonii. Zaczynałem w niej grać w pierwszej albo w drugiej klasie podstawówki. Jakoś tak się złożyło, że swoje pierwsze kroki skierowałem akurat tam. Poprzez wszystkie szczeble w końcu dotarłem do pierwszej drużyny. Dobrze wspominam grę w Polonii, chociaż moje rozstanie z tym klubem nie należało do najprzyjemniejszych.


- Więc ciągle czujesz sentyment do tego klubu, nawet mimo tego jak Cię tam potraktowano?


Marcin Kuś: Na pewno. Jak czasem przejeżdżam obok stadionu Polonii to tak inaczej się czuję. Teraz jest to zupełnie inny klub. Nie ma już nikogo spośród "ekipy rządzącej", z którą rozstałem się tak, a nie inaczej.


- Polonia wyeliminowała Koronę w Pucharze Polski, walczy też o awans do I ligi. Myślisz, że "Czarne Koszule" stać na to, by być czarnym koniem w PP i awansować do OE? Zarówno kibice Korony, jak i Polonii chcieliby tego, gdyż są oni zaprzyjaźnieni.


Marcin Kuś: Na pewno fajnie by było, bo jednak tradycja robi swoje. Polonia nieźle radzi sobie u siebie, zarówno w lidze i pucharze. Jeśli chcą się liczyć w PP to będą musieli poprawić swoją grę na wyjazdach, bo - z tego co oglądaliśmy ich mecze przed spotkaniem w PP - całkowicie inaczej prezentują się oni na własnym boisku i na obcym terenie. Co do awansu... W drugiej lidze jest 5-6 zespołów, które naprawdę się liczą - są to uznane firmy, które mają dobre zaplecze finansowe ku temu, żeby awansować. Wydaje mi się, że ten kto rozpocznie najlepiej rundę rewanżową, będzie mógł liczyć na awans. Punkty u siebie mogą nie wystarczyć do tego, żeby Polonia awansowała do pierwszej ligi. Muszą szukać zwycięstw na wyjazdach z zespołami, które walczą o utrzymanie, bądź plasują się w środku tabeli.


- Po odejściu z Polonii znalazłeś się w Lechu Poznań.


Marcin Kuś: No tak. Była tam fajna atmosfera - zarówno w szatni, jak i na trybunach. W tamtym okresie Lech był niestabilną finansowo drużyną. Chodziły już wtedy różne głosy, dotyczące tego, że Amica ma przejąć Lecha, ale tak do końca nie było to pewne. Ogólnie podobało mi się w Poznaniu. Na dobrą sprawę mogłem zostać w tamtym klubie i zaryzykować, ale poszedłem na wypożyczenie do Anglii (do Queen's Park Rangers - przyp. red.). Trafiła się taka okazja, więc spróbowałem. Zobaczyłem jak wszystko profesjonalnie funkcjonuje, zasmakowałem czegoś innego. Po powrocie z wypożyczenia dogadałem się z Lechem w sprawie rozwiązania umowy za porozumieniem stron. Następnie podpisałem kontrakt w Rosji - z Torpedo Moskwa.


- Czym, Twoim zdaniem, różni się liga polska od rosyjskiej?


Marcin Kuś: Moim zdaniem poziom rosyjskich drużyn jest wyższy. Może nieznacznie, ale sam fakt, że CSKA i Spartak grają dosyć regularnie w Lidze Mistrzów, powinien o czymś świadczyć. Teraz Zenit Sankt Petersburg wywalczył mistrzostwo, więc do czołówki dołączył kolejny bardzo mocny klub. In minus dla Rosji to infrastruktura stadionowa. Pod tym względem Polska jest dużo lepiej zorganizowana.


Można powiedzieć, że wymieniłeś się z Grześkiem Piechną. On przyszedł do Torpedo, a Ty po jakimś czasie znalazłeś się w Koronie.


Marcin Kuś: Ja przed Grześkiem byłem w Torpedo chyba niecały miesiąc. Później on dołączył do mnie, ale ja - ze względu na to, że spodziewaliśmy się z żoną dziecka - zdecydowałem się na powrót do Polski. Nie chciałem, żeby małżonka była w Polsce, a ja bym "siedział" w Rosji, gdyż dziecko zobaczyłbym pewnie dopiero po trzech miesiącach. Dlatego wróciliśmy do kraju, a Korona była najbardziej konkretna i zdeterminowana, by mnie pozyskać.


- Do Kielc trafiłeś wiosną, w momencie gdy okres przygotowawczy już się skończył. Na pewno na początku było Ci ciężko wdrożyć do zespołu, ale teraz wygląda już to chyba lepiej?


Marcin Kuś: - Nie byłem na żadnym obozie przygotowawczym u trenera Wieczorka, ale w Rosji też trenowaliśmy, byliśmy na obozach. Można powiedzieć, że przyjechałem sobie tak prosto z wakacji, z plaży sobie wchodzę do zespołu (śmiech). Wiadomo, początki są zawsze trudne, trzeba trochę czasu, żeby złapać wspólny język z trenerem i drużyną, ale teraz jest już wszystko OK.


- Od początku kariery grałeś na pozycji skrajnego obrońcy, tymczasem, gdy przyszedłeś do Korony to trener Wieczorek zaczął Cię wystawiać na środku defensywy.


Marcin Kuś: Było wtedy kilka kontuzji i kartek w zespole. Trener uznał, że w jakimś stopniu poradzę sobie na tych pozycjach, na których mnie wystawiał. Wydaje mi się, że prawa obrona, ewentualnie środek, to najlepsze dla mnie miejsce na boisku.


- Z marszu zacząłeś grać w pierwszym zespole, bo trener praktycznie od początku na Ciebie stawiał.


Marcin Kuś: Najwyraźniej trener widział mnie w drużynie. Przez jakiś okres czasu grałem na każdej pozycji, co niestety nie było pomocne przy ustabilizowaniu formy, ale nie jestem takim graczem, który boi się takich wyzwań, nie rezygnuję, bo jeśli trener ma taki zamysł to widocznie ma w tym jakiś cel. Fajnie, że grałem, cieszyłem się z tego.


- W Koronie grywałeś raz na środku, raz na prawej stronie obrony. Teraz po odejściu Pawła Golańskiego zadomowiłeś się na jego pozycji. Czujesz w związku z tym jakąś presję?


Marcin Kuś: Nie czuję żadnej presji, Paweł poszedł do innego klubu, w pewnym momencie miał dobry okres zarówno w Koronie jak i reprezantacji – wykorzystał szansę i odszedł. A ja jestem zawodnikiem kolejnym, który będzie grał teraz najprawdopodobniej na prawej obronie.


- Na wspomnianej pozycji obecnie rywalizujesz z Piotrkiem Celebanem. Jak układa Ci się z nim współpraca?


Marcin Kuś: Sportowo jest wszystko OK, nie ma żadnej niezdrowej rywalizacji. Teraz Piotrek doznał drobnego urazu i nie może w stu procentach uczestniczyć w treningach. Na pewno jest to młody zawodnik i skoro ściągnięto go tutaj do Korony to wydaje mi się, że w pewnym momencie też dostanie szansę.


Porozmawiajmy jeszcze o tej prawej obronie. Masz jakiegoś piłkarza grającego na tej pozycji, na którym się wzorujesz?


Marcin Kuś: Nie mam takiego zawodnika, którego oglądałbym we wszystkich meczach i podpatrywał pewne jego zachowania na boisku. Jeśli jednak miałbym kogoś wybierać to na pewno nie będę oryginalny. Co prawda to lewy obrońca, ale Roberto Carlos biegał wzdłuż boiska w tę i z powrotem (za najlepszych lat oczywiście). Strzelał, dośrodkowywał - wszystko tam robił. To taki typowy ofensywny lewy obrońca.


- Jaki jest Twój największy atut według Ciebie?


Marcin Kuś: Ojej... (śmiech). O tym trzeba by porozmawiać z trenerem, ale wydaje mi się, że mam całkiem niezłe warunki fizyczne i szybkościowo też jakoś sobie radzę.


- Jeszcze gdy grałeś w Polonii, to byłeś uznawany za jednego z największych polskich talentów, grałeś nawet w reprezentacji. W dalszym rozwoju najbardziej przeszkodziła Ci chyba groźna kontuzja?


Marcin Kuś: Tak - kontuzja mnie w jakiś sposób wyhamowała. Praktycznie przez pół roku byłem wyłączony z jakichkolwiek treningów. Potem, gdy wróciłem do ćwiczeń, przytrafiały mi sie kolejne, drobne urazy i to wszystko mnie "zastopowało".


- Myślisz, że w Koronie uda Ci się odbudować tę formę i znowu zabłysnąć?


Marcin Kuś: Mam nadzieję. Cały czas nad tym pracuję. Może obecna forma nie jest jeszcze taka, jakiej bym od siebie oczekiwał, ale chyba ktoś mnie dostrzegł, skoro zostałem powołany z Grześkiem Boninem i Tomkiem Nowakiem na zgrupowanie Kadry Ekstraklasy w Turcji.


W swojej karierze grałeś 5 razy z "orzełkiem na piersi". Jak wspominasz tamte występy?


Marcin Kuś: Większa część tych spotkań była jeszcze przed kontuzją. Wtedy reprezentację trenował Zbigniew Boniek, którego przedstawiać nie trzeba. Nie spodziewałem się, że trener Boniek tak szybko poda się do dymisji, bo na zgrupowaniach mówił, że nie można się poddawać aż tu nagle sam zrezygnował. Atmosfera w kadrze była fajna, miło wspominam tamten czas.


- Na pewno będziesz chciał wrócić do kadry?


Marcin Kuś: Pewnie. To chyba jest cel i marzenie każdego piłkarza biegającego po boiskach, więc to czy chciałbym wrócić do kadry nie podlega dyskusji.


- Wspomniałeś o tym, że zostałeś powołany do reprezentacji Ekstraklasy. Osoby do tej drużyny wybierał sam Leo Beenhakker. To dla Ciebie sygnał, że Leo ma Cię w zasięgu wzroku?


Marcin Kuś: Pewnie, że jest to jakiś sygnał, na pewno trener ma jakąś koncepcję selekcjonowania kadry 40-stu, 50-ciu zawodników, których na pewno będzie bacznie obserwował i brał pod uwagę. Do tej grupy może jeszcze dołączyć jakiś niezwykle wyróżniający się zawodnik, ale myślę że Leo Beenhakker będzie koncentrował się bardziej na tych graczach.


- Korona zajmuje drugą pozycję w tabeli. Przed Wami 3 bardzo ciężkie mecze z trudnymi rywalami. Myślisz, że stać Was na zdobycie 9. pkt? Najtrudniejszy powinien być chyba mecz z Lechem na wyjeździe. Z własnego doświadczenia chyba wiesz, jaka tam panuje atmosfera.


Marcin Kuś: Dokładnie. Tam drużyna, która przyjeżdża... nawet nie wiem jak to nazwać, ale piłkarze Lecha dostają jakiegoś „piątego biegu”. Myślę jednak, że drużyny z którymi przyjdzie nam się jeszcze zmierzyć w tej rundzie są jak najbardziej w naszym zasięgu. Co prawda Zagłębie ostatnio dwa mecze wygrało i jeden zremisowało, ale na pewno nie jest to Zagłębie z zeszłego sezonu, będące drużyną dobrze poukładaną i grającą. Bełchatów też ma obecnie swoje problemy, także wydaje mi się, że będziemy starali się grać o całą pulę w tych trzech meczach.


- W tej części sezonu zwykle pojawiają się problemy kadrowe, urazy, kontuzje, przemęczenia. Ten okres chyba już za Wami?


Marcin Kuś: No tak, zgadza się, był taki moment, że to wszystko się posypało, ale jakoś nieźle to w sumie chyba wyszło, bo jeden zawodnik wypadał, a za chwilę następny z tej samej pozycji wracał do zespołu. Myślę jednak, że ten czas już za nami, takiej ciężkiej sytuacji, teraz jest już z tym lepiej i miejmy nadzieję, że tak zostanie.


- W tamtym sezonie graliście jeszcze na trzech frontach, w obecnym została Wam już praktycznie tylko liga. Czy przez to będzie Wam łatwiej o „coś” powalczyć?


Marcin Kuś: No tak, pozostała nam liga, koncentrujemy się już tylko na niej, na wiosnę zostanie chyba jeszcze 13. meczów wypadających równo co tydzień. Dzięki temu będziemy mieli więcej czasu na regenerację sił, tego w zeszłym sezonie trochę brakowało, musieliśmy grać praktycznie 2-3 miesiące co 3. dni. Jeśli zdobędziemy komplet punktów w tych zbliżających się spotkaniach to będziemy mieli bardzo dobrą pozycję wyjściową na wiosnę.


- W jednym z wywiadów Marcin Robak powiedział, że walczycie o mistrzostwo Polski. Myślisz, że Koronę stać na to? Pomimo tego, że Wisła wygląda na bardzo mocną drużynę?


Marcin Kuś: Wisła rzeczywiście na dzień dzisiejszy wydaje się być niesamowicie rozpędzona, ale - tak jak mówiłem – wiosną jest jeszcze 13. meczów, wszystko się może zdarzyć. Pierwszy mecz gramy właśnie z „Wisełką”, także na pewno spróbujemy ich powstrzymać... Na pewno będą mieli jeszcze ciężkie mecze, najpierw przyjeżdżają do nas, potem grają jeszcze m.in. w Warszawie z Legią, z Dyskobolią w Grodzisku, gdzieś na pewno zgubią trochę punktów. Nam wypada tylko szukać tych punktów zarówno u siebie jak i na wyjazdach i wykorzystywać potknięcia „Wisełki”. Nie sądzę, żeby jakieś zespoły przyjeżdżające do Krakowa urwały tam punkty, choć nie raz już były niespodzianki, że zespół praktycznie skazany na pożarcie potrafi sprawić niespodziankę i ograć zespół z górnej części tabeli. To jest właśnie cała piłka, niby jest pewniak, murowany faworyt, a tutaj takie niespodzianki się trafiają.


- Okienko transferowe się zbliża. Może wiesz już co nieco o przymiarkach do Korony?


Marcin Kuś: Z prasy można wyczytać, no ale na razie trochę nierealne te transfery mi się wydają – ściągnąć Żewłaka (Marcin Żewłakow – przyp. red.) na pewno będzie ciężko. Zobaczymy, kto wie – ja niczego nie wykluczam. Na razie to głównie dziennikarze, coś tu usłyszą, albo sami napiszą, żeby coś się działo – nazwiska podają. Myślę, że ta karuzela się dopiero rozpędza. Co do Korony to wydaje mi się, że każdej formacji przydałby się dobry – podkreślam – lepszy konkurent, żeby jeszcze zwiększyć rywalizację w zespole. Wiadomo, że można wtedy wykrzesać z siebie jeszcze większą mobilizację, zapał do pracy.


- Z kim w Koronie masz najlepszy kontakt? Z zawodnikami grającymi niedawno w Lechu czy masz z kimś jeszcze lepsze stosunki?


Marcin Kuś: Wydaje mi się, że ze wszystkimi tam jakoś się dogaduję. Czasami obiady jadam z Pawłem Sobolewskim, Grześkiem Boninem. Ogólnie nie ma żadnych problemów.


Jak się czujesz w Kielcach? Dobrze Ci tutaj?


Marcin Kuś: Mi się tu podoba, nie ma takich korków, można sobie 10min wcześniej wyjechać i spokojnie dotrzeć do celu. Ja pochodzę z Warszawy, także jak tam chce się gdzieś jechać to wyjechać trzeba... godzinę wcześniej. Teraz jak bywam w Warszawie to po prostu mam dość. Kielce to dosyć małe miasto, ale na pewno sympatyczne.


- Może tak bardziej żartobliwie. Jako, że Ty jesteś rodowitym Polonistą a trener Zieliński to Legionista z krwi i kości... Czy czasem sobie jakoś dogryzacie, żartujecie?


Marcin Kuś: No tak, trener praktycznie całą swą karierę spędził w Legii, w której grał i trenował. Wystąpiliśmy parę razy przeciwko sobie, ale jakichś takich złośliwości nie ma, no czasami może jakiś taki żarcik drobny... (śmiech). Chciałem wspomnieć, że nie tylko ja grałem w Polonii, bo jeszcze Arek Kaliszan, Czarek Wilk – no, mamy przewagę! (śmiech) Jakby coś to... (śmiech) Nie, nie – wszystko jest w porządku.


- To tak na koniec - jak wyglądają nastroje przed jutrzejszym meczem?


Marcin Kuś: Dobrze. Może jeszcze nie wszyscy zawodnicy są w stu procentach gotowi do gry, powoli wracają do zdrowia i pełnej dyspozycji.


- Dziękujemy za wywiad i życzymy powodzenia jutro!


Marcin Kuś: Dzięki.


Rozmawiali Mateusz Staszałek i Michał Siejak.


Autor: Siejo   Data: 2008-01-20 19:07:52   Wersja: 1

Wszelkie znaki handlowe i prawa autorskie należą do ich właścicieli.
Czas generowania strony: 0.11257 sekund (zapytań SQL: 17).
Strona istnieje 893 dni, odwiedziło ją 9120513 osób.
Szablon stworzony przez: Sushi.