Sezon 2007/2008 - runda wiosenna
Korona Kielce - wisła Kraków (22.02.2008)


Przerwa między rundami zawsze powoduje „głód” piłki. W piątek wieczorem to uczcie spotęgowane było nienawiścią do wiślaków, których tego dnia ze względów bezpieczeństwa policja oraz PZPN postanowili nie wpuszczać na stadion przy ulicy Ściegiennego. Dzięki temu dla kielczan powierzono sektor „klatka”, co sprawiło, że na trybunach zasiadło najwięcej w tym sezonie kibiców – 14000.


Wywieszono tylko jedną, nową flagę poświęconą zamordowanemu przez nożowników z Krakowa Karolowi, na której widniała treść:
Małpa – z rąk tchórza Twe życie tak krótkie przerwane…
…Twa Duma i Honor na zawsze pozostanie…


Kilkakrotnie cały stadion śpiewa – „Małpa, Małpa pamiętamy!” oraz „pozdrawiamy” wiślaków wiadomymi piosenkami. Ultrasi zrezygnowali z oprawy, wywieszając jedynie transparent dotyczący sytuacji w Kosowie – „Kosowo jest serbskie”


Kontynuacja selekcji w młynie wyraźnie poprawiła średnią wieku oraz jakość dopingu, bo ten był naprawdę na wysokim poziomie, a gdy podłączał się cały stadion robiło się małe „piekiełko” co zresztą potwierdził nowy nabytek Korony – Wojtek Kowalewski: ''Na trybunach była wspaniała atmosfera. Znów przekonałem się, że kielecka publiczność jest bardzo zagorzała''.


Na murawie, mimo dobrej gry „Złocisto-Krwistych”, padł wynik remisowy 1-1, ale i tak mamy nadzieję, że na meczu z Ruchem Chorzów Arena Kielc ponownie zostanie wypełniona po brzegi i będzie wrzała od fanatycznego dopingu 14000 tysięcy gardeł





Odra Wodzisław - Korona Kielce (01.03.2008 r.)


Przeciwnik z najwyższej półki, światowej klasy stadion, podgrzewana murawa, zadaszone trybuny, z których najzagorzalsi fani sprawiają, że obiekt przy ul. Bogumińskiej tętni żywiołową atmosferą. Utopia, do której tak daleko polskim realiom... 1. marca 2008r. na kameralny stadion w Wodzisławiu Śląskim przybyło ok. trzech tysięcy ludzi, w tym 195. "Scyzorów".


Jeszcze w przeddzień meczu pomiędzy Odrą a Koroną media prześcigały się w coraz to nowszych informacjach na temat pogody, a konkretnie orkanu Emma, który postanowił "odwiedzić" i Polskę. Wydawało się zatem, iż będzie to "huraganowy" wyjazd, który jak się potem okazało nie był nim... w żadnym tego słowa znaczeniu.


Kibice gospodarzy tego dnia okiem wielu naszych fanów wypadli blado, żeby nie powiedzieć bardzo słabo. Doping "Fanatyków znad granicy" nie powalał na kolana, a oprawa - składająca się z kilku transparentów na kijach, z towarzyszącym hasłem "Idzie wiosna, znów się zaczyna" - prezentowała co najwyżej, przeciętny poziom. Sympatycy Odry wyrazili w tym meczu - podobnie jak my w poprzednim u siebie - swoją solidarność względem Serbów nie uznających niepodległości Kosowa. Niestety o naszej dyspozycji wiele dobrego także nie możemy powiedzieć. "Zdecydowanie nie był to nasz dzień" - tego typu komentarze można było usłyszeć po końcowym gwizdku sędziego. Ze wsparciem "Żółto-czerwonych" na boisku było kiepsko, choć jak na taką liczbę nie można mówić o tragedii. Tego dnia nie "ultrasujemy", a na płocie wywieszamy trzy flagi - w tym jedną, najważniejszą - poświęconą Ś.P. Małpie. Przyjazd i powrót spokojny, bez pozasportowych "atrakcji".


Pierwszy wyjazd w rundzie wiosennej możemy zatem określić krótko - bez historii. Nic, co wydarzyło się wczorajszego popołudnia nie wywołało zachwytów. Ważne jednak, że mimo wszystko byliśmy tam i pokazaliśmy, że - jakby nie było, zawsze będzie bardzo miło. Do zobaczenia na żółto-czerwonym szlaku!




Korona Kielce - Ruch Chorzów (08.03.2008 r.)


Kibice "Niebieskich" zadebiutowali na stadionie przy ul. Ściegiennego. Jak można się było spodziewać - w pełni zapełnili oni wczorajszego dnia klatkę dla gości. Chcesz wiedzieć jak wypadli fani Ruchu? Jak zaprezentowaliśmy się my - kibice Korony? Co pokazały obie ekipy w kwestii "ultras"? Jeśli tak, to o tym i o pozostałych aspektach stricte kibicowskich, dowiesz się czytając poniższy tekst.


Równo z gwizdkiem sędziego rozpoczynającym mecz, na sektorze gości ujrzeliśmy pierwszą oprawę. Sympatycy chorzowskiego Ruchu unieśli wtedy niebieskie "plansze" z białym napisem - Niebiescy - tworząc w ten sposób bardzo przyzwoicie wyglądającą kartoniadę. Ultrasi z Kielc postawili tym razem na "chaos". W 5. min. spotkania, efektownie - żółto-czerwonym, gęsto rozmieszczonym i powiewającym flagom na kijach - towarzyszyły odpalone stroboskopy. Efekt - niesamowity. Tym, którzy nie mogli ujrzeć tego na własne oczy, oraz tym, którzy chcą przeżyć to jeszcze raz, polecamy filmiki Adriana i Sieja.


Przejdźmy teraz do sfery wzbudzającej - jak to zwykle bywa - najwięcej kontrowersji, do dopingu. Ruch potwierdził swą klasę, przyjechał do Kielc w liczbie 770. osób, wykorzystując tym samym całą pulę biletów. Pod względem wsparcia piłkarzy na boisku - "Niebiescy" to ścisła czołówka ekstraklasy, z tym po prostu nie wypada się nie zgodzić. Przez cały mecz prowadzili oni głośny i dobry doping, co potwierdzi na pewno większość osób obecnych na wczorajszym spotkaniu. Jednak... mimo to, nie byli oni - poza kilkoma zrywami - w ogóle słyszalni na młynie. Przyczyn tego można upatrywać się w dwu miejscach...


Po pierwsze - akustyka tego stadionu. Goście nie są słyszalni przez nas i... my przez nich. Ot, taki element, którego zwykle nie zauważają po raz pierwszy przyjeżdżające do nas ekipy. Kończy się to niekiedy śpiewanym przez nich - "Jesteśmy u siebie" i wzdychaniami typu - jak to oni "zaje..." się zaprezentowali. Przywykliśmy. Po drugie - po raz kolejny, my - "Scyzory" - pokazaliśmy swój prawdziwy charakter. Podczas kiedy przeciwnik strzela nam kolejną bramkę, przegrywamy już 0:2... My zaczynamy się bawić! Tak, stajemy się coraz głośniejsi, udowadniając, że dla nas liczy się wiara i przywiązanie do Korony - kwestie sportowe schodzą na dalszy plan. Jesteśmy jedną, wielką, żółto-czerwoną rodziną, której nic i nikt nie jest w stanie przeszkodzić w wielkim święcie, jakim jest dla nas - mecz naszej "złocisto-krwistej" drużyny.


Reasumując, wielkie kibicowskie wydarzenie wczorajszego wieczoru wypadło naprawdę okazale. Obiektywnie trzeba przyznać, że zarówno my, jak i goście wspólnie pokazaliśmy jak powinien wyglądać mecz piłkarski. Werdykt? "Twierdza Kielce" obroniona, "Niebiescy" mimo konkretnego dopingu nie zdołali zdecydowanie przebić się przez twarde mury obronne "złocisto-krwistych" serc. Do następnego razu! Żółć i czerwień w naszych sercach aż po życia kres!




Polonia Bytom - Korona Kielce (14.03.2008 r.)


"Inwazja na Bytom!", "Jedziemy wszyscy!" - te hasła miały zachęcić nas do wyjazdu na mecz z Polonią. 500 osób to minimum - taki był cel. Ostatecznie w Bytomiu zjawiło się prawie 300. Scyzorów, ale na pewno nikt nie będzie narzekał na liczbę, gdyż ogólnie zaprezentowaliśmy się z bardzo dobrej strony!


Dzień rozgrywania meczu z Polonią (piątek), nie nastrajał optymizmem, ale w końcu chcieliśmy udowodnić, iz w dużych liczbach potrafimy jeździć nie tylko w soboty i niedziele. Zwłaszcza, że na poprzednim wyjazdowym meczu z Polonią Bytom, na sektorze gości pojawiło się tylko 2 kibiców, w dodatku byli to nasi ziomkowie z Mielca. Tak więc ostatecznie na wczorajszym meczu zjawiło się dokładnie 295. Koroniarzy, z czego 3. na sektorach gospodarzy (na zakazie), a 4. niewpuszczonych. W dodatku wspierało nas 2. fanów Polonii. Wywiesiliśmy łącznie 4 flagi (3 Korony + jedna KSP).


Od początku prowadziliśmy dosyć głośny doping, a "Jesteśmy zawsze tam" wywołało gwizdy wśród gospodarzy. Początkowo skupialiśmy się na krótkich przyśpiewkach, jednak w końcu zostało zarzucone "Lalalala hej Koronaa" i "Żółć i czerwień w naszych sercach aż po życia kres". Obydwie nuty były bardzo głośno ciągnięte przez kilkanaście minut. W drugiej połowie doping też stał na dobrym poziomie, zwłaszcza na początku i końcu drugiej połowy. Towarzyszyła nam dobra zabawa i to chyba jest w tym wszystkim najważniejsze. Pojawiło się kilka akcentów humorystycznych (m. in. przez jednego kibica Polonii Warszawa). Bytomianie zaśpiewali nam "Sto lat, sto lat" z powodu kontrowersyjnego karnego podyktowanego na korzyść Korony, na co my odpowiedzieliśmy gromkim "Dziękujemy!".


Około 15. minuty na naszym sektorze pojawiła się oprawa, zaprezentowana przez naszych Ultrasów. Wykorzystano w niej motyw Żółto-Czerwonej Elity, a samej oprawie towarzyszył śpiew "Kielcee żółto-czerwoni...".


Nasza postawa na wczorajszym meczu była bardzo dobra. Wielokrotnie przebijaliśmy się ze swoim dopingiem, dobrze się przy tym bawiąc. Sami fani Polonii Bytom chwalili nas na swoim forum, więc mamy powód do dumy. - Kibice po raz kolejny stanęli na wysokości zadania, wspaniale nas dopingowali. Tutaj, na wyjeździe spodziewaliśmy się takiego dopingu i jeszcze raz powtórzę swoje słowa, cieszę się, że kibice cały czas są z nami i jak widać ta wiara kibiców w nasz zespół przynosi efekty. Myślę, że wspólnie jesteśmy w stanie osiągnąć dobry wynik. Przede wszystkim musimy wierzyć. Łatwo jest być z drużyną jak się wygrywa, gorzej jak nie idzie. Kibice nie opuścili nas i mam nadzieję, że będą cały czas z nami - słowa Wojtka Kowalewskiego mówią same za siebie.






Korona Kielce - Jagiellonia Białystok (22.03.2008 r.)


''Żółto-czerwona jest tylko nasza Korona!''. Takim oto okrzykiem pożegnaliśmy wczoraj piłkarzy Korony i... szykujących się już powoli do opuszczania stadionu przy ul. Ściegiennego - kibiców Jagiellonii. Temu entuzjazmowi trudno się dziwić, ponieważ po wczorajszym spotkaniu - mogliśmy mieć - i mieliśmy, tylko i wyłącznie powody do zadowolenia. Jakie? Ano popatrzmy.


Po pierwsze, mimo świąt, dosyć nieprzyjaznej pogody, nie najlepszym wynikom Korony i samej grze piłkarzy, na arenę Kielc przybyło 9111 kibiców. Zważywszy na powyższe okoliczności - to niezły wynik, dlatego jako SKKK pragniemy wyrazić swoją radość i podziękowanie dla tych, którzy jednak zjawili się na żółto-czerwonych derbach.


Po drugie, możemy śmiało pokusić się o stwierdzenie, że - zwyciężyliśmy w "Wielkich Żółto-Czerwonych Derbach"! I nie będzie to zdanie na wyrost, bo to co wspólnymi siłami stworzyliśmy wczoraj, u niejednego laika budziło zachwyt. Oprawa sporządzona przez Ultrasów Korony to istny majstersztyk. Całość tworzyły trzy elementy - transparent "Wojska Koronne Królestwa Polskiego", żółto-czerwone pasy ułożone na dolnej trybunie i wielki obraz - zaprezentowany z wykorzystaniem dachu, na którym to został podwieszony. Efekt końcowy, mimo kłopotów (m.in. z silnym wiatrem) można ocenić jako imponujący. Oprawę możecie podziwiać w naszej galerii i filmikach. Jeszcze raz brawo dla Panów odpowiedzialnych za to dzieło. Korzystając z okazji... życzymy Wam 100. lat!


Po trzecie, wydaje mi się, że pisząc kolejną relację z trybun... powtarzam się - idzie ku lepszemu! Kto by pomyślał, że po meczu nie będziemy musieli już czytać sterty wypocin, jak to znowu beznadziejnie się zaprezentowaliśmy. Nasz wczorajszy doping jest godzien miana - bardzo dobrego, solidnego pokazu wspierania piłkarzy, przy jednoczesnej wspaniałej zabawie! Coś o czym, kiedyś mogliśmy tylko pomarzyć, upajając się filmikami na youtube innych drużyn, staje się u nas, u "Scyzorów" rzeczywistością...


Nie wspomniałem jeszcze słowem o fanach Jagi. Tak, byli na wczorajszym meczu. To chyba jeden z niewielu elementów, za który wypada ich pochwalić(?) po derbach. Zjawili się w sile 225. głów. Na swoim sektorze wywiesili 5. flag, w tym największą "Białostocki Klub Sportowy". Nie pokazali nic, co zasługiwałoby na odnotowanie tego w relacji. Usprawiedliwieniem, tak - umówmy się - bardzo przeciętnej postawy białostocczan jest fakt, że tego wyjazdu nie organizowało im Stowarzyszenie. Przyjechali oni do Kielc na własną rękę.


Reasumując, wreszcie możemy dumnie powiedzieć - "jesteśmy kibicami Korony". Ciężko w takim momencie wystosować pochwały do kogokolwiek, bo trzeba by czynić je każdemu... Wszystkim należą się brawa! A nagrodą niech będą słowa prezesa Korony, który po meczu przyszedł na sektor najwierniejszych, pragnąc - w imieniu swoim i piłkarzy - podziękować za wspaniałą atmosferę jaką tworzymy na meczach, a także za to, że jesteśmy ze "Złocisto-Krwistymi" na dobre i na złe". Ale my mierzymy wyżej i nie zamierzamy spuszczać z tonu! Widzimy się na najbliższym meczu! Do zobaczenia!






Legia Warszawa - Korona Kielce (30.03.2008 r.)


Niedziela, piękna, słoneczna pogoda, popołudnie. Nic tylko wyjść z domu i iść na spacer... Ale to nie scenariusz dla kibica "Żółto-czerwonych", przecież Korona wzywa! W niedzielę o godzinie 14:45 odbyło się spotkanie z Legią Warszawa. Mimo że wyjazd nie był organizowany przez SKKK, to w Warszawie zjawiło się 242. fanów "Złocisto-krwistych" (w tym 20. niewpuszczonych).


Po ostatnich wydarzeniach (czyt. po aferze korupcyjnej) chcieliśmy pokazać, że jesteśmy z Koroną w trudnych momentach. Brak zorganizowanego wyjazdu był też testem dla nas. Znaczna większość kibiców wybrała się na ten mecz pociągiem kursowym. Reszta przyjechała do Warszawy transportem prywatnym - autami.


Na początku przywitał nas niespodziewany, jak na obecne czasy, widok. Oflagowana "Żyleta" głośno dopingowała swój zespół. Przypomnijmy, że Legioniści wciąż protestują przeciwko zarządowi i grupie ITI. Nie inaczej było wczoraj. Chwilowy doping to prima aprilisowy żart skierowany do Mariusza Waltera. Warszawiacy zwinęli swoje flagi i wygodnie zasiedli na krzesełkach.


My dopingowaliśmy przez pierwszą część połowy, znów najgłośniej wychodziło "Lalalala hej Korona" i "Jesteśmy zawsze tam...". Później niestety nastąpiła długa cisza, która, z małymi przerwami, trwała do końcowego gwizdka. Piknikowa atmosfera na trybunach Legii i słoneczna pogoda zniechęcała do dopingu pewną część kibiców Korony, która nie dawała z siebie wszystkich możliwości. Dlatego prowadzący nie widzieli sensu, by kontynuować słaby doping. W trakcie spotkania zarówno Korona, jak i Legia, wywieszają transparent "Stop katom w niebieskich mundurach!", odnoszący się do ostatnich zdarzeń, związanych z kibicami GKS-u Katowice i tym, jak potraktowała ich policja.


Mniej więcej w 70. minucie meczu, ekipa "pociągowa" wyruszyła już na dworzec (następny pociąg był po godzinie 20). Reszta oglądała już potem tylko mecz, który ostatecznie zakończył się naszą porażką. Piłkarzom podziękowaliśmy za walkę i po kilkunastominutowym oczekiwaniu na sektorze, ruszyliśmy do swoich aut.


Na boisku było 0-2, a na trybunach nijako. Możemy jedynie żałować, że - przy cichej postawie gospodarzy - nie dopingowaliśmy przez cały czas, gdyż więcej taka okazja na stadionie Legii może się już nie powtórzyć.




Korona Kielce - Łódzki KS (05.04.2008 r.)


Mecz u siebie z ŁKSem z sezonu 2006/2007, a ten z sezonu 2007/2008 to dwa inne światy. Przede wszystkim sytuacja naszego klubu - diametralnie inna. Wszyscy znamy korupcyjne zatrzymania i w następstwie wydarzenia, które wstrząsnęły sportową Polską , wydarzenia, w których główną rolę odgrywa Nasza Korona. Na jesieni 2006 roku mocny zespół Korony lecz nie do końca ”mocni” sympatycy Złocisto- Krwistych. Dwa tygodnie temu okazało się, że nie tylko piłkarze - wciąż w końcu czołówka naszej OE zagrali na miarę swoich możliwości, ambicji i oczekiwań kibiców. Co dla nas najistotniejsze sympatycy Korony pokazali, że wskoczyli na wyższy, lepszy poziom dopingowania w porównaniu do tego z ostatniej wizyty Łodzian w Kielcach. „Zagrali tak jak im zaśpiewali”, czyli 2-0 dla nas na boisku.


Od początku wiedzieliśmy wszyscy, że musimy na trybunach pokazać, że Kielcom „nie spadła Korona” jak to pisały i ogłaszały w swoich relacjach wszelkiego rodzaju media. Szybka mobilizacja, zachęcanie znajomych poprzez hasła: ”POKAŻMY ŻE KORONA TO PRZEDE WSZYSTKIM KIBICE” zrobiły swoje. Pierwszym sukcesem było to, że około 10 tysięcy sympatyków kieleckiej jedenastki pojawiło się 5. kwietnia w sobotnie późne popołudnie na stadionie przy ul. Ściegiennego. Drugim na pewno był debiut nowej, kapitalnej flagi fanów Złocisto-Krwistych „Kielecka ulica z Koroną do końca życia”, której hasło jest adekwatne do nastrojów obecnie panujących wśród kibicowskiej, żółto-czerwonej braci, a czas debiutu okazał się nieprzypadkowy. Doping ,doping, doping. To on był naszą „oprawą” i manifestacją tego co oznacza dla nas nasz klub. Może brakowało tej „korby” z meczu z Jagą, ale i tak było naprawdę imponująco. Początkowe problemy z nagłośnieniem sprawiły, że wolniej się rozpędzaliśmy, ale w końcu wskoczyliśmy na właściwe obroty. Już nie jedna, a kilka osób zachęcało ludzi do wspólnej zabawy na sektorze. Ścisk w młynie (od dawna takiego nie pamiętam) pokazał, że ludzie chcą w trudnych chwilach identyfikować się z Koroną, a być może lekki upadek sportowy naszego klubu wcale nie pociągnie za sobą spadku „kibicowskiej jakości” Scyzorów.


O łodzianach słów kilka. Sympatycy gości szczelnie wypełnili sektor przyjezdnych. Przepisowe 770 osób na pewno(bilety sprzedały się w jeden dzień), a może i ktoś więcej. Fani "ełksy" wywiesili 5 flag, w tym "Super eŁksa" i "Rycerze wiosny". Starali się wykorzystywać nasze przestoje w dopingu, kilka razy skutecznie się przebijając(m.in.” chorwackie”). Bardziej jednak skupili się na wymianie „uprzejmości” z sympatykami Korony zasiadającymi w ich pobliżu. Pod koniec meczu zaprezentowali transparent mobilizujący piłkarzy do walki podczas najbliższych derbów Łodzi.


Jak już wspomniałem na początku to jednak był całkiem inny kibicowski pojedynek niż ten z listopada 2006 roku. Ruch kibicowski w Kielcach, od poprzedniej wizyty Rodowitych, rozwinął się. Kibice Korony poczynili od tamtego czasu postęp i to jest zadowalające. Wtedy ŁKS śpiewał my mruczeliśmy. Ostatnio my śpiewaliśmy, a oni byli słabo słyszalni. Jest dobrze, a będzie jeszcze lepiej!!!




Cracovia Kraków - Korona Kielce (12.04.2008 r.)


Za nami jedyny z meczów przyjaźni w pierwszej lidze, czyli spotkanie z Cracovią. W sobotę w Krakowie zameldowało się ponad 400 Scyzorów. Około 300 znajdowało się w klatce, a reszta była "porozrzucana" po sektorach Pasów. Generalnie nie zawiedliśmy, choć zawsze mogło być lepiej.


Z Kielc wyjechaliśmy po godzinie 14. Dla wielu osób była to zbyt wczesna pora, ale jak się potem okazało, zapas czasu bardzo się przydał. Dlaczego? A no dlatego, żeby zdążyć się uwinąć z policją i... służbami celnymi. Tak, tak - nie pomyliłem się. Ci ostatni spodziewali się chyba, że zorganizowaliśmy jakiś wielki przemyt kielecko-krakowski. Wielu z nas było przeszukiwanych bardzo dogłębnie - niektórzy musieli nawet ściągać buty i skarpetki... Co więcej, gdy wyszliśmy z autokarów, policjanci do nich weszli i przeszukiwali nasze plecaki, rzeczy osobiste. I pomyśleć, że przyjechaliśmy na mecz przyjaźni... Na szczęście wszystkim udało się wejść na stadion. Policja zabroniła nam jednak wnieść... konfetti i flagi na kijach, które miały być główną częścią oprawy. Ostatecznie, po kilkudziesięciu minutach negocjacji, udało się ich przekonać, że jednak nie są to groźne rzeczy i mogą być wniesione na stadion.


Znaczna większość naszych kibiców usadowiła się w sektorze gości. Inni przechodzili na miejscówki gospodarzy i chociaż w tym przypadku nikt nie robił nam problemów. Wywiesiliśmy 4 flagi (dwie na sektorze gości - "Kielecka ulica", "Fanatycy Korony", jedną na młynie Cracovii, a czwarta należała do pikników). Z początkiem meczu ciekawą oprawę zaprezentowała Cracovia, a towarzyszył jej tekst "Dość pie**olenia, Cracovia wychodzi z cienia!!". U nas pierwsze minuty dopingu bardzo dobre, ale z czasem zaczęliśmy słabnąć. Dopiero na 7 min. przed zakończeniem pierwszej połowy, zostało zarzucone "Lalalala hej Korona" i wtedy pokazaliśmy jak się bawimy. Na początku drugiej połowy rzucamy konfetti, a kilkanaście minut potem prezentujemy konkretne flagowisko, złożone z ok. 200 flag na kijach. Głośno dopingujemy, a najlepiej wychodzi "Żółć i czerwień w naszych sercach aż po życia kres". W przeciągu całego meczu wielokrotnie pozdrawiamy Cracovię, jak i oni nas. Po spotkaniu wiele osób wymienia się barwami. Podróż powrotna mija bardzo szybko i po godzinie 22 byliśmy już w w Kielcach.


Wyjazd na plus, choć bez fajerwerków. Pozdrowienia dla wszystkich obecnych i do zobaczenia następnym razem!




Korona Kielce - Zagłębie Sosnowiec (19.04.2008 r.)


W sobotnie, deszczowe popołudnie przyszło stanąć Koronie do walki o kolejne ligowe punkty. Kolejnym naszym rywalem było sosnowieckie Zagłębie. Mimo tej złej pogody na stadion przy Ściegiennego zawitało 7.5 tyś kibiców, co przy ostatnich wydarzeniach wokół naszego klubu, oraz fakt że Zagłębie to ostatnia drużyna w lidze, jest liczbą przyzwoitą.


Zapewne wielu kibiców wiele sobie obiecywało przed tym meczem, z racji tego, że Zagłębie to słaby przeciwnik i wielu spodziewało się gradu bramek. Wyszło trochę inaczej.


Pierwszy gwizdek sędziego i jedziemy z dopingiem. Początek obiecujący, głośny i równy doping, ale jak zwykle coś musiało zaszwankować, a konkretnie któryś raz z rzędu pojawiły się problemy z nagłośnieniem młynu, co utrudniało prowadzenie dopingu, ale jak wiadomo Polak wszystko potrafi i za kilka minut wszystko już było w porządku. Kibice Zagłębia stawili się w ok. 250 głów, wywieszają 4 fany i można powiedzieć że prowadza „doping”, spodziewałem się że zaprezentują się w trochę lepszy sposób, tymczasem, jedynie co im dobrze tego dnia wychodziło to wrzuty na Nas, do tego mieli jakieś urojenia że grają u siebie, widocznie w drodze do Kielc za dużo popili… Ich sprawa.


Szybko, bo już w 11 minucie Korona obejmuje prowadzenie po bramce Zganiacza, szał radości na trybunach no i coraz głośniejszy doping z naszej strony. Debiut na naszym stadionie zalicza nowa nuta „pożyczona” prosto z Holandii, śpiewana była co prawda na meczu z Cracovią ale niewiele osób ja znało, wiec szybka nauka i większość się w miarę wkręciła, myślę ze momentami wychodziło naprawdę głośno.


W 33 minucie Korona podwyższa wynik na 2:0 a bramkę strzela Robak. Na młynie dobra zabawa, ale czegoś brakowało do tej atmosfery z Jagi czy ŁKS-u, to tylko takie moje zdanie, ale chyba było to spowodowane w jakimś stopniu tym ze po tych dwóch meczach wielu poczuło ze już jesteśmy mocni i trochę spuściło z tonu.


Pierwsza połowa kończy się wynikiem 2:0 dla nas. Osobiście sądziłem, że druga połowa przyniesie dużo lepszy doping z naszej strony, co potwierdziło się dopiero po kilkunastu minutach. Czuć było trochę zamułę, wiec do akcji musiał wkroczyć nie kto inny tylko A., szybka trzykrotna lambada, kilka mobilizujących słów i od razu aż lepiej się zrobiło i co najważniejsze dużo głośniej.


Na boisku, oprócz kilku niewykorzystanych „setek” przez jaśnie pana Gajtkowskiego, wiało nudą, jedynie głośny doping młynu powodował że reszta stadionu nie przysnęła. Co więcej trzeba było trochę rozruszać resztę stadionu, więc kilkakrotnie prowadzimy doping na dwie strony, oraz zachęcamy do dopingu cały stadion, co w kilku przypadkach skutkuje i powoduje dobra korbę.


Spotkanie powoli dobiega końca, na boisku nie dzieje się nic szczególnego, ale dla nas to był właśnie początek dobrej zabawy, o to jak zwykle zadbali Ultrasi, na młynie momentalnie pojawia się ok. 600(!!!) transparentów, zrobionych miedzy innymi na trzech akcjach robienia transparentów. Na meczu z Zagłębiem wreszcie pojawił się ten idealny moment do zaprezentowania ich. Transy zostają podświetlone kilkudziesięcioma racami co dało konkretny efekt, także po tym jak race zgasły, transparenty prezentowały się bardzo okazale. Wielu kibiców z innych sektorów była pod wielkim wrażeniem, wstając i bijąc głośne brawa za, jak zdecydowana większość stwierdziła, najlepsza oprawę w historii stadionu przy Ściegiennego. Korona wygrywa mecz tylko 2:0 tylko, z racji tego że spokojnie mogli strzelić 5 bramek, jednak co ostatnio za często się zdarza, zawiodła skuteczność naszych kopaczy, ale najważniejsze są 3 punkty. Piłkarze, tradycyjnie już dziękują nam za doping, a my jeszcze chwile bawimy się na młynie.


Nasz doping w przekroju całego spotkania, dobry. Bywało lepiej, ale bywało też dużo gorzej, oby do przodu. Ważne że widać progres w naszym dopingu i to jest najważniejsze. Zagłębie no cóż, nie mam za dużo do napisania na ich temat ponieważ nie pokazali za wiele, a słyszalni byli raz, na początku meczu.








Górnik Zabrze - Korona Kielce (26.04.2008 r.)


Wyjazd na Górnik, czyli pewnie ostatni organizowany w tym sezonie, zapowiadał się naprawdę zachęcająco- piękna, słoneczna pogoda, spora liczba zapisanych, szykujące się świetne widowisko przy Roosevelta- czego chcieć więcej?


Z Kielc po godzinie 13 wyjeżdżamy 4-ma autokarami, busem i wieloma osobówkami. Daje to niezłą liczbę około 350 osób, co jest dwukrotnie lepszym wynikiem niż przed rokiem. Droga jak zwykle upływa w miłej atmosferze-śpiewy, rozmowy na tematy koroniarskie, piwka, czyli standard. W jednym z autokarów pod wpływem śpiewania jednego z przebojów pojawia się pomysł przerobienia tego kawałka na potrzeby naszej nowej piosenki wyjazdowej. Pomysł udaje się w 100% zrealizować i już niedługo, na postojach nową nutę śpiewają wszyscy.


Około godzinę przed meczem jesteśmy w Zabrzu. Powoli wchodzimy na sektor i gdy zaczyna się mecz, my również zaczynamy dopingować. Na stadionie pojawiło się około 13000 kibiców Górnika. Na naszym płocie wiszą flagi: „Fanatycy znad Silnicy”, „Żółto-czerwona elita”, „Ultrasi”, „Małpa” i angielka „Korona”. W pierwszej połowie prowadzimy naprawdę przyzwoity doping, o czym może świadczyć fakt, iż nie słychać na naszym sektorze kibiców Górnika. Piłkarze w pierwszej odsłonie meczu strzelają dwie bramki, nie tracąc żadnej. W pierwszej części drugiej połowy także nieźle dopingujemy, ale niekiedy musimy poczekać, aż przestanie śpiewać cały stadion Górnika (a propos tylko wtedy ich doping był głośny i wyraźny, przynajmniej z perspektywy naszego sektora). Warto tez odnotować, że razem z cały stadionem pozdrawiamy nasz "kochany" PZPN. Górnicy w międzyczasie prezentują swoją oprawę- flagowisko. Po trzeciej bramce dla Korony zaczyna się nasz wokalny popis- długo ciągniemy przyśpiewkę Heerenveen. Spotkanie kończy się wynikiem 3-0 dla Korony. Po ostatnim gwizdku świętujemy z piłkarzami wysokie zwycięstwo. Jeszcze na koniec żegnamy stadion przy Roosvelta głośnym : „Jesteśmy zawsze tam...” i kierujemy się do wyjścia. Można powiedzieć, że zdobyliśmy uznanie na Śląsku :)


W drodze powrotnej każdy po swojemu świętuje zwycięstwo i po około 3,5 godzinnej podróży, przed 24 jesteśmy z powrotem w Kielcach. Daliśmy radę w Zabrzu, możemy być z siebie zadowoleni. Raczej nie inaczej.






Korona Kielce - Dyskobolia Grodzisk Wlkp. (04.05.2008 r.)


Długo wyczekiwany przez wielu długi weekend. Wiadomo wolne od pracy, szkoły, można się skupić na wypoczynku. W ostatni dzień tegoż właśnie weekendu przyszedł czas na mecz Korony z Dyskobolią, określany jako rewanż za dotkliwą porażkę Korony w Grodzisku 4:0.


Pogoda z pewnością nie zachęcała do przyjścia na stadion, lecz mimo deszczu stawiło się ok. 9.300 kibicowskiej braci, w tym kilka osób w klatce z Dyskobolii. Liczba myślę że nienajgorsza, choć miałem nadzieje że pęknie to 10.000. Ale nie ma co narzekać z uwagi na to, że w tym momenciegramy już o nic. 14.45 i mecz czas zacząć. Nasz doping dobry, ale nie powalał na kolana, z czasem miałem wrażenie, że trochę słabnie, ale nie było wcale tak źle. Na początek meczu Ultrasi prezentują oprawę: na młynie transparent „Tego nie sposób ugasić”, a na dole wielki napis „ULTRAS KORONA”. Podczas prezentacji wynikły pewne problemy z transparentem, które wzięły się z niewiedzy większości kibiców. Końcowy efekt, mimo problemów naprawdę niezły.


Na boisku ciekawie, dużo akcji i szybkiej gry z obu stron, obie drużyny nie wykorzystały po jednej 100% sytuacji. Z naszej strony Robak wychodząc sam na sam, ale trafia w bramkarza. Ze strony Dyskobolii- Sikora, który z metra trafił… w słupek. Do przerwy utrzymał się wynik 0:0.


W drugiej odsłonie spotkania obraz gry nie zmienił się znacznie, obie drużyny nadal atakowały, ale widoczną przewagę mieli gospodarze. Wreszcie w 72 min. Korona wyszła na prowadzenie po płaskim i mocnym strzale Sobolewskiego.


Nasz doping w początkach drugiej połowie trochę lepszy niż w pierwszej, ale nadal bez rewelacji. Postanawiamy włączyć do dopingu cały stadion co przynosi efekty. Pierwszy raz śpiewaliśmy „żółć i czerwień w naszych sercach” na dwie strony. Wyszło naprawę fajnie, ale mam nadzieje, że na drugi raz więcej osób z przeciwnej strony stadionu będzie się włączać do wspólnego dopingu. W końcowej części meczu nad Kielcami rozpętała się potężna ulewa, co utrudniało grę piłkarzom. Kiedy w ostatnich minutach wszyscy byli przygotowani, że wygramy, Sikora strzela bramkę dla Dyskobolii w doliczonym czasie. Mimo to dopingujemy do końca. Wielu widzów opuściło stadion zaraz po straconej bramce, ale nie tylko kibice z młyna zostali by podziękować piłkarzom, co zasługuje na uznanie z naszej strony. Mecz kończy się wynikiem 1:1. Stadion bardzo szybko pustoszeje, ale to raczej wina pogody. Przecież 1:1 z Dyskobolia to jest bardzo dobry wynik mimo wszystko. Piłkarze dziękują nam za doping, my im za dobra grę i na tym można zakończyć opis tego niezbyt atrakcyjnego kibicowsko meczu. Nasz doping średni, momentami dobry. Najbardziej cieszy fakt, że reszta stadionu przyłączała się do dopingowania. Ogólnie bez rewelacji w ostatnich kilku meczach chyba najsłabszy, a wiele osób niech sobie przemyśli po co właściwie przychodzi na młyn. Teraz czas na ostatni mecz w tym sezonie na naszym stadionie, wiec dajcie z siebie wszystko, aby mocną korbą zakończyć ten sezon na Arenie Kielc. Z kibicowskim pozdrowieniem…






Autor: Siejo   Data: 2008-08-07 06:23:14   Wersja: 2

Wszelkie znaki handlowe i prawa autorskie należą do ich właścicieli.
Czas generowania strony: 0.15482 sekund (zapytań SQL: 17).
Strona istnieje 893 dni, odwiedziło ją 9120546 osób.
Szablon stworzony przez: Sushi.