Relacje z trybun

Największym obiektem zainteresowania podczas meczów piłkarskich, jest najczęściej gra piłkarzy i końcowy wynik spotkania. Jednak dla niektórych, ważniejsze jest to, co dzieje się na trybunach - doping, oprawy, itp. Jeśli uważasz się za takiego typa kibica, ten dział jest przeznaczony dla Ciebie! Poniżej prezentujemy relacje i najciekawsze fotki z meczów Korony - od sezonu 2002/2003 aż do dnia dzisiejszego. Po każdym spotkaniu "Złocisto-krwistych" dział ten będzie stale uaktualniany. Miłego czytania i oglądania!



Korona Kielce - Podbeskidzie Bielsko- Biała (27.03.2009)


Ciekawe spotkanie na szczycie pod względem piłkarskim i mecz bez historii w aspekcie kibicowskim - tak w oczach wielu zapowiadał się wczorajszy wieczór. Wiele wskazywało, że jeśli piłkarze nie zgotują widowiska na murawie, to "fajerwerków" na trybunach nie ma co się spodziewać. A jak to wszystko zweryfikowała rzeczywistość?


Zacznijmy od gości. Tutaj możemy mówić o małej niespodziance. Mam na myśli fanów Podbeskidzia, którzy zjawili się na sektorze gości w sporej - jak na ich możliwości - grupie - ok. 100-120 osób. Biorąc pod uwagę ich wcześniejsze liczby wyjazdowe jest to pewne zaskoczenie, ale jak najbardziej in plus. Szkoda tylko, że zapewne część z nich przyjechała jedynie po to, by ujrzeć na własne oczy - jak to przyjęło się już mówić - jeden z najnowocześniejszych polskich stadionów. A co pokazali w kwestii dopingu? Że czeka ich jeszcze wiele, wiele pracy. Na naszym młynie praktycznie niesłyszalni, może poza zrywem - "Jeszcze jeden! Jeszcze jeden!" - po bramce na 2:2 ;) Na sektorze wywiesili dwie flagi, bez oprawy.


Jeśli chodzi o nas, to - jak to zwykle bywa przy mniej wymagającym kibicowsko rywalu - jedziemy po najmniejszej linii oporu. Na ogół wygląda to tak - Słyszą nas? - Słyszą. - No to po co się wysilać. Ot taka nasza kielecka mentalność. Bardzo denerwująca, zwłaszcza gdy ktoś daje z siebie wszystko, a osoba obok mruczy. Napisałem "na ogół", no bo na dobrą sprawę nasz wczorajszy doping nie był najgorszy, ale bardzo, bardzo średni. Tego dnia, podobnie jak fani rodem z gór oprawy nie prezentujemy. Wyrażamy za to parokrotnie okrzykami nasz stosunek względem trenera Gąsiora, który ma u nas, kibiców, zdecydowane poparcie. Ponadto na barierce wisi flaga z podobizną "Włodka".


Reasumując można stwierdzić, że rzeczywiście przedmeczowe obawy po części się sprawdziły. Wielkiego widowiska na trybunach nie było, a i sam przebieg meczu spowodował, że w nie najlepszych humorach wracaliśmy do domów. Co istotne, fani Podbeskidzia zaliczyli swoją pierwszą wizytę na Ściegiennego i zdaje się, że na pytanie ze znanej piosenki "Góralu, czy Ci nie żal?" będą mogli śmiało odpowiedzieć, że nie, że warto było Kielecczyznę odwiedzić. A my? A my musimy wziąć się w garść, przestać narzekać i robić swoje. Do następnego!




Stal Stalowa Wola - Korona Kielce (21.03.2009)


Mała odległość, wielkie wyzwanie - tak określano wyjazd do Stalowej Woli. Trudno nie zgodzić się z tymi słowami. Korona grała tam ostatnio w 2003 roku, więc należało się godnie przypomnieć kibicom Stalówki. Jak wypadliśmy kibicowsko?


Zacznijmy po kolei. Na miejscu zbiórki, o godzinie 10:30, było bardzo tłoczno - ostatni raz tylu kibiców Korony na zbiórce pojawiło się przed wyjazdem na Odrę Opole. Dziewięć autokarów, 5 busów i prywatne auta, które ciężko zliczyć - o jedno można było więc być pewnym - w Stalowej Woli pod względem liczebności nie powinniśmy zawieść. Jeszcze co do zbiórki, to warto wspomnieć o jednym zdeterminowanym (pseudo)kibicu (bardzo znanym zresztą), który za wszelką cenę chciał zająć miejsce w którymś z autokarów, niestety bezskutecznie. Gdy odjeżdżaliśmy, w bardzo dobitny sposób wyrażał swoje niezadowolenie tym faktem ;)


Droga na stadion minęła nam spokojnie. Kilka minut po godzinie 14 byliśmy już na miejscu. Zanim znaleźliśmy się pod stadionem, musieliśmy przejść kilkaset metrów - nasz przemarsz połączony z koroniarskimi pieśniami wyglądał bardzo efektownie. Wpuszczanie na sektor gości odbywało się dosyć powolnie, dlatego nie wszyscy zdążyli wejść na pierwszą minutę meczu. Najważniejsze jednak, że w klatce zjawili się wszyscy, którzy przyjechali, a więc około 650 osób.


Zgodnie z zasadą, że nie dopingujemy, dopóki większość nie zostanie wpuszczona na sektor, na początku meczu dopingowała więc tylko Stal, a ich podklatkowi napinacze byli bardzo zadowoleni z faktu, że na naszym sektorze panowała cisza. Wreszcie jednak przyszedł czas na nas. Na początek tradycyjne "Jesteśmy zawsze tam...", które skutecznie ucisza napinaczy, a gwizdy mówiły same za siebie. Do końca pierwszej połowy jechaliśmy już z bardzo dobrym dopingiem, co w pewnej mierze jest zasługą dwóch prowadzących, którzy dobrze się tego dnia uzupełniali. Można nawet powiedzieć, że przekrzykiwaliśmy gospodarzy.


Druga połowa pod względem dopingu była już gorsza w naszym wykonaniu, ale ciekawsza z innych stron. Powodów kilka. Jeden z nich to gra piłkarzy, którzy delikatnie mówiąc nie rozpieszczali nas. Nasi Ultrasi prezentują zgodową oprawę z przewodnim transparentem "KORONA KIELCE STAL MIELEC" (pomiędzy nazwami klubów herby), a to wszystko wypełniały flagi na kij w żółto-czerwonych i biało-niebieskich barwach. Proste wykonanie, ale efekt i przekaz bardzo dobry. Pod koniec meczu Stal pali kilka szali w naszych barwach, a pikniki rzucają w nasz sektor kamieniami. To powoduje próbę sforsowania bramy, ta jednak była bardzo stabilna, a ochrona zaczęła gazować. W takich okolicznościach zakończył się mecz ze Stalą Stalowa Wola. Piłkarze dziękują nam za doping, a my nie mieliśmy za co. Powrót również spokojny, a w autokarach panowała dobra atmosfera, która towarzyszyła nam aż do Kielc.






Korona Kielce - Widzew Łódź (14.03.2009)


116 dni - tyle czasu upłynęło od ostatniego meczu Korony na ligowych boiskach. Pierwszym rywalem żółto-czerwonych miał być łódzki Widzew, a więc każdy z nas wiedział, że do Kielc przyjedzie kibicowska czołówka Polski.


W głowach każdego kibica jedna myśl - wreszcie! I chęć by znaleźć się na stadionie, by znów dać z siebie 100 %. Nie trzeba było specjalnie nikogo mobilizować do tego spotkania. Na mieście już w piątek widać było ruch, zniecierpliwienie, oczekiwanie. Nikogo nie zdziwiło to, że na stadionie bez mała komplet. W końcu graliśmy z liderem I ligi, nie tylko w aspekcie piłkarskim, ale też i kibicowskim. Liczba Widzewiaków na wyjazdach robi wrażenie. I tym razem nie zawiedli wypełniając klatkę po brzegi.


Pierwszy gwizdek sędziego, a z nim oprawa gości. Sektorówka z hasłem „TO MY TU DZIERŻYMY KORONĘ” w towarzystwie sreberek robi wrażenie, ale to tylko przedsmak tego co przygotowali nam przyjezdni. Zaraz po niej pojawia się druga, jeszcze ciekawsza, sektorówka opatrzona napisem „SWIĘTOKRZYSKIE PIEKIELNIE CZERWONE” z liczną pirotechniką, w asyście głośnego i równego dopingu Widzewiaków - widok powalający z nóg. Ci, którzy zdołali się na nich utrzymać, zostali automatycznie wysłani w kosmos. A to za sprawa kieleckiej grupy UK`04, która obchodziła 5 rocznicę istnienia (po meczu nad flagą Ultrasów zostaje odpalonych 5 rac symbolizujące "urodziny"). Ultrasi prezentują oprawę złożoną z sektorówki podwieszonej pod dach, na której przedstawiono kosmonautę wbijającego flagę z logiem Ultras. Uzupełniały to 3 mniejsze sektorówki - planety. Na dole napis: "ULTRAS NIE Z TEJ ZIEMI". Całość oprawy wypełniał ponad tysiąc czarnych flag na kij obrazujący przestrzeń kosmiczną oraz kilkadziesiąt rac i stroboskopów obrazujących gwiazdy.


Co do dopingu to każdy na pewno spodziewał się, że po tak długiej przerwie i tęsknocie za tą atmosferą, będzie on wyglądał bardzo dobrze. Niestety trzeba obiektywnie przyznać, że nie daliśmy z siebie wszystkiego, choć poniżej dobrego poziomu nie schodziliśmy. Naszej słabszej niż dotychczas formy nie wykorzystali na szczęście w pełni kibice łódzkiego Widzewa, którzy najgłośniej dopingowali na początku spotkania, później było już trochę gorzej. Prawie wszyscy Widzewiacy przed zakończeniem pierwszej połowy opuścili sektor gości, co miało być formą protestu wobec nie wpuszczenia wszystkich kibiców z Łodzi na stadion. Po przerwie jednak łodzianie wrócili na trybunę i do końca meczu dopingowali swój zespół.


Warto wspomnieć jeszcze o Fan Clubach, które w sile ponad 400 głów zjawiły się na dzisiejszym spotkaniu. Na meczu było także wszystkie nasze zgody w liczbie 67 kibiców.


Reasumując: pod względem ultras było ciekawie. Jeśli chodzi o doping to pokazaliśmy się wczoraj średnio-dobrze, czasem dochodziło do większego zrywu z naszej strony. Co do kibiców Widzewa to zaprezentowali się oni słabiej niż miało to miejsce w kwietniu 2007 roku, lecz i tak ich doping wyglądał chyba najlepiej spośród wszystkich pierwszoligowych ekip, goszczących do tej pory stadion przy ul. Ściegiennego.









Autor: Pysiek   Data: 2008-01-27 08:52:36   Wersja: 58

Wszelkie znaki handlowe i prawa autorskie należą do ich właścicieli.
Czas generowania strony: 0.12292 sekund (zapytań SQL: 17).
Strona istnieje 752 dni, odwiedziło ją 8391000 osób.
Szablon stworzony przez: Sushi.